Agatce i Jakubowi poleciła mnie jedna z moich par – Daria i Łukasz, których poznałam podczas ich sesji zaręczynowej. Spotkaliśmy się w klimatycznej kawiarni w Gdańsku, którą świetnie znałam z czasów studiów. Z Agatką od razu złapałyśmy wspólny język – zachwyciła się moim ręcznie klejonym albumem i właśnie taki zażyczyła sobie ze swojego ślubu.

A mnie zachwyciło ich podejście do dnia ślubu – było tak ciepło, radośnie i … rodzinnie. Ksiądz świetnie ich znał z dzieciństwa, goście, którzy przyszli na ich ślub mieli w spojrzeniach tyle ciepła i miłości, a rozświetlone kolorowym światłem witraży powietrze aż wibrowało szczęściem. Naprawdę, czułam się, jakby te wszystkie uczucia były wręcz namacalne i na wyciągnięcie moich palców.

Zdecydowanie – uwielbiam właśnie takie śluby. Niewymuszone, przeżywane przez wszystkich z ogromnym skupieniem i oddaniem i przede wszystkim – bliskie natury. Bo przyjęcie weselne było przy dźwiękach kwartetu smyczkowego, a odbywało się w pięknym pawilonie nad samym jeziorem – w Godding w Sopocie. Nie było na nim wodzireja, zabaw weselnych, dodatkowych atrakcji, a wszyscy bawili się świetnie. Za to pachniało lasem, szumiały paprocie, a dzieci biegały między nogami tańczących gości.

Od ich ślubu minął już rok – a ja ciągle pamiętam to wrażenie bycia wśród ludzi, którym po prostu jest dobrze ze sobą razem i którzy chętnie przygarnęli mnie do swego stołu i opowiadali historie z dzieciństwa młodej pary.