To był dla mnie naprawdę wyjątkowy dzień. Tomasza znam i przyjaźnię się z nim już prawie 15 lat (to połowa mojego życia!), więc jest dla mnie jak rodzina. I stanowią z Olgą tak cudowną i kolorową i pełną pasji parę, że wiedziałam, że to będzie ślub jedyny w swoim rodzaju. I był!

Mnóstwo ludzi zaangażowało się w niezwykły wizerunek Pary Młodej, a sama Olga zrobiła mnóstwo rzeczy własnymi zdolnymi rączkami. I było tak jak chcieli – w ich rytmie i w ich klimacie. A cydr był pyszny i słodki!

Na sesji miał być piach, miała być woda, miało być spokojnie i bez ludzi, więc Rewa wydawała się idealnym pomysłem. Co prawda pierwszy ładniejszy weekend w kwietniu przyciągnął do Rewy tłumy, ale znam tam miejsca, gdzie większość spacerowiczów nie dociera.

Miało być też swobodnie, bez sztucznego pozowania i na luzie. Obiecałam Oldze i Tomaszowi, że będzie przyjemnie – i było! Fotografie powstały przy okazji spaceru, a czas zleciał nam w ekspresowym tempie. I nikt nie myślał o pozowaniu.