Przyciągali piękną pogodę.

Paulina i Łukasz to moja szczęśliwa para w tym roku – każde nasze spotkanie przynosiło przepiękną pogodę. Na ich jesiennej sesji zaręczynowej wyjrzało piękne, ciepłe słońce, choć cały poprzedni dzień i poranek był mokry i pochmurny. Ich dzień ślubu również był pełen słońca, chociaż maj nas nie rozpieszczał w tym roku (kilkanaście dni wcześniej padał śnieg!).

Dzień zaczął się w domu Pauliny. Jej mama ugościła mnie wspaniałą kawą i przepysznym ciastem, a ja od razu poczułam się jak wśród swoich. Właśnie dlatego lubię zaczynać reportaże od przygotowań – nie tylko dla tej kawy i domowego ciasta, ale dla tej rodzinnej atmosfery, do której tak chętnie mnie zapraszacie. W czasie gdy robię zdjęcia, mamy i babcie opowiadają mi historie z dzieciństwa, a ja mogę podpatrzeć z jaką dumą patrzą na przyszłe panny młode. Albo z jakim wzruszeniem zamyślają się czasem. Mogę też podejrzeć, jak Wasze mamy poprawiają swoim mężom krawaty i z jaką czułością ci mężowie na nie patrzą, pewnie przypominając sobie swój własny dzień ślubu. Potem, gdy wydarzenia nabierają pędu jest już dużo bardziej nerwowo – wszyscy biegną, by zdążyć i by wszystko dopiąć na ostatni guzik. Ale jeśli przychodzę odpowiednio wcześnie – mam możliwość zanurzenia się z Wami w atmosferę tego dnia. I to wpływa mocno na cały reportaż.

Lubię, kiedy tak jak Paulina i Łukasz okazujecie sobie czułość podczas ceremonii – łapanie Waszych spojrzeń i ukradkowych uścisków dłoni jest trochę jak tropienie pięknych motyli w lesie albo chwytanie pojedynczych promieni słońca. To takie gesty, które wyglądają oczywiście pięknie w albumie, ale znacznie ważniejsze dla mnie jest, że wywołują potem łzy wzruszenia. Moje przy selekcji zdjęć, Wasze i Waszych najbliższych przy oglądaniu.

Wesele Pauliny i Łukasza odbyło się w oddalonym od drogi Pensjonacie Hippika. W niezwykle jasnej sali, pełnej okien, przez które mogliśmy podziwiać zachód słońca. Wśród koni na pastwiskach, wozów z sianem i świetnej muzyki puszczanej przez DeeJay Music. No i oczywiście masy śmiechu rodziny i przyjaciół Pauliny i Łukasza.

Mam też wrażenie, że Paulina i Łukasz przyciągają piękną pogodę i słońce – na ich jesienną sesję ulewy zrobiły sobie przerwę na dwie godziny, by słońce mogło wyjść zza chmur i oświetlić przepiękne jesienne kolory – dosłownie chwilę przed tym, jak przyszły listopadowe wichury i zmiotły liście z drzew. Majowy weekend ich ślubu, był najładniejszy w całym maju (tydzień wcześniej w końcu padał śnieg!), a gdy spotkaliśmy się na sesji poślubnej – brodziliśmy w błocie po ulewach, ale było ciepło i słonecznie. To naprawdę wróży im dobrze na przyszłość.