Moje ulubione zdjęcia z 2018 roku

  /  
1 marca 2019

Czy początek marca może być dobrym czasem na podsumowanie poprzedniego roku? Wychodzę z założenia, że lepiej późno niż wcale, a na to, by opowiedzieć o kilku moich ulubionych zdjęciach zawsze jest dobry moment.


W zeszłym roku miałam szczęście fotografować naprawdę cudownych ludzi. Niestety, nie ze wszystkich chwil mam zgodę na publikację i chowam w swoich folderach perełki, których nie mogę pokazać. Ale myślę, że znajdziecie w tym wpisie trochę piękna i nastrojowych ujęć, trochę zabawnych sytuacji i masę miłości.
Zdarza mi się fotografować rodziny i dzieci. Obecnie coraz trudniej znaleźć na to czas, ale chętnie spotykam się z swoimi parami, gdy wracają po ślubie i przedstawiają mi swoje maluchy. Dla nich zawsze znajdę czas, choćbym miała zaginać czasoprzestrzeń. I wtedy najbardziej lubię te nastrojowe, prywatne sesje w domu, kiedy można chwilę się zatrzymać w codziennym biegu, skupić na sobie i po prostu poprzytulać na kanapie. Koty mruczą, lampka delikatnie i ciepło świeci, aromatyczna herbata w kubkach paruje, a my rozmawiamy o blaskach i trudach rodzicielstwa. To jest fajne! I to widać na zdjęciach, że jest swobodnie i w powietrzu aż wibruje od miłości. I nie ma słodszego widoku niż maleńkie stopy, rzęsy, dziecięca ciekawość, radosna zabawa i spojrzenia rodziców.


W tym roku do moich ulubionych zdjęć trafił też prywatny portret mojej Małgosi – uwielbiam robić jej zdjęcia podczas rodzinnych spacerów lub zabawy w domu, więc ma ich mnóstwo, ale to jesienne zdjęcie lubię najbardziej. Chyba przez ten łobuzerski uśmiech czający się w kącikach ust, jeszcze przykryty pozorną powagą i to baczne spojrzenie, które kocham. W oczach, które z każdym dniem coraz bardziej przypominają oczy mojego Męża.

Podczas sesji łapię przede wszystkim emocje. To dlatego rozmawiamy o pierwszym spotkaniu, o sposobach na spędzanie razem czasu, o wspólnych wyjazdach, o marzeniach, o tym, kto kogo bardziej rozśmiesza… o wszystkim! I kiedy tak rozmawiamy, budzą się wspomnienia i czasem macie ochotę przytulić się do siebie, czasem pocałować, a czasem zapatrzeć w morze. I wtedy powstają moje ulubione ujęcia. I właściwie nieważne, czy to pałacowe wnętrze, plaża w Rewie o wschodzie słońca czy zadrzewiony zakątek tuż obok sali weselnej. Wszędzie jest pięknie, bo liczą się ludzie, a nie krajobrazy.

Dzień Ślubu to przede wszystkim emocje. Radość, wzruszenie, nutka nostalgii, ekscytacja, zdenerwowanie, wesoła zabawa, zaskoczenia… W ciągu jednego dnia doświadczam na ślubach pełnego wachlarza uczuć. I to jest super.

     A to co lubię również w reportażach ze ślubu to te niepozowane sytuacje. Te wszystkie momenty, których się nie widzi, a których ja uwielbiam szukać. Świadkowa porzucająca niewygodne buty za filarem w kościele, Panna Młoda chowająca się przed narzeczonym, by nie zobaczył jej, zanim nie będzie gotowa, rodzice ocierający ukradkiem łzy podczas przysięgi, pierwsza wspólna droga do ołtarza, wzruszenie przy zakładaniu obrączek, dzika zabawa z dzieciakami, ojciec Panny Młodej wiodący prym na parkiecie wśród grupy pięknych kobiet. To warto chwytać!

Nie mogę zapomnieć o przepięknych wnętrzach jak ten kościół w Swarzewie, który mnie absolutnie zaczarował, zwłaszcza w bożonarodzeniowej oprawie pełnej światełek. Moje serce historyka sztuki drżało z zachwytu.

Są też zdjęcia, które lubię, bo spróbowałam na nich czegoś nowego, czegoś kreatywnego. Pobawiłam się światłem, wyciągnęłam suknię na drzewo na plaży, złapałam ostrość na mniej oczywistym elemencie. Nie mogę się oprzeć takiej twórczej zabawie, sprawdzaniu co jeszcze można zrobić z fotografią.

I na koniec – zdjęcie zza kulis. Sporo się czasem trzeba napracować, by nie mieć bohaterów drugiego planu na zdjęciach z Parą Młodą! Ale ja i tak zawsze poszukam takiej sytuacji i dorzucę do zdjęć, bo bawią mnie niezwykle.

WORK WITH ME